Żeby nie strzępić jęzora (klawiatury) jak już wspominałem lubisz Waitsa Reeda musisz to mieć:)
Już pierwszy utwór classico, choć w pierwszej fazie wydaje się być zwykłym spokojnym kawałkiem jakiegoś dobrego songwritera później nabiera emocji śliczne delikatne piano i ta rozcinająca miażdżąca utwór rozsterowana do bólu gitara. Rozwala cały spokój, ale nie niszczy utworu.
Kolejne nyc of time zaczyna się mocniej, nabitym rytmem przechodzi w małą dysharmonie a z niej wylania się akustyczna gitarka i spokojny stonowany wokal w refrenie, kiedy dołącza kobiecy głosik słychać lekkie skojarzenie z Nick of time naszego Rozynka ( i nie jest to zarzut!!!). remote z dziwnym strojeniem gitary (oj ta na tym albumie ma swoje cholernie konkretne miejsce i jakby nie pasuje a jednak świetnie się sprawdza) Cracklin water - prowadzi nas w te piękna barowa atmosferę, w której jest dym z papierosów i piwo spokojny wokal miarowy bas (kontrabas?) i znowu ta gitara jakby nie do końca obecna jakby przeszkadzająca, a jednak bez niej nie byłoby piękna tego albumu.
Rag – tu już barowa muza pełną gębą typowy barowy bluesik aż żal ze nie słychać dźwięku kufli i jakichś pubowych odgłosów:) muss - czyż nie mógłby zaśpiewać tego tom petty? Może się mylę, ale pięknieby pasował. Napoli - z pięknym dwuglosowym najprostszym w świecie nananana anarchistic bolshevistic cowboy bundle – HAHA niespodzianka:)) nie powiem,·jaka nie będę psuł przyjemności słuchania. Mnie Giant sand “kupił” od pierwszego przesłuchania classico. Choć zdaje sobie sprawę ze nie jest to łatwy album, mam nadzieje, ze wielu z Was przyniesie tak jak i mi tyle samo radości z słuchania. Polecam gorąco.
przydatne linki
strona oficjalna – http://www.giantsand.com/




Nie chciałbyś odsprzedać tej domeny ??